Święta za nami. Niestety nie obyło się bez ataku kolki. W pierwszy dzień świąt ból rozpoczął się ok 18:00 i trwał do 2 nad ranem. Obyło się bez szpitala. Na szczęście w domu był zapas medykamentów. I świadomość co i jak, więc poradziłem sobie z sprawą bez wpadania w panikę.
Z pozytywów? Nie przybrałem nic na wadze. Wybrałem się na rower. Tu niestety mnie przewiało.
Postanowiłem do swojego życia wprowadzić tzw. posty. Czyli 18 godzin bez jedzenia na dobę. Mam za sobą już dwa dni i dobrze mi z tym.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz