Gdyby nie niedzielne "kijkowanie" po lesie z żonką (10 km) musiałbym uznać za całkowicie stracony dietetycznie.
Pojawiły się odstępstwa od diety tak drastyczne jak kebab na mieście (nie pamiętam kiedy ostatni raz jadłem).
O lodach i piwie to nawet grzech wspominać. Nic to. Dziś poniedziałek. Reset licznika, nowe rozdanie, alleluja i do przodu. Dziś w planie 10 km marszobiegu. Niestety ze względu na szybko zachodzące słońce całość trasy już po miejskich ścieżkach. Na las czas może przyjdzie w piątek.
Nadmienię jeszcze tylko, że w ramach dodatkowej motywacji zapisałem się na Bieg wirtualny
Run Forrest - Great Comeback
aktualnie znajduje się na 342 miejscu, a do pokonania łącznie do końca roku mam 800 km.
Zobaczymy ile uda się w tym czasie pokonać i ile miejsc przeskoczyć.