środa, 30 grudnia 2020

wtorek, 29 grudnia 2020

Wpis #79

 Pogoda pod psem. Od wczoraj pada. Z domu nie chce się wychodzić. Nie wspominając już o jakiejkolwiek aktywności. Stanąłem jednak wczoraj na wadze. Bardzo pozytywne zaskoczenie. Po świętach mniej niż przed. Już tylko 110 gram brakuje mi do zmiany jedynki na początku na dziewiątkę. Do sylwestra powinno się udać zrzucić. Od dwóch dni trzymam się przerywanego postu. Jem tylko przez 8 godzin. pozostałe 16 bez posiłków. Tylko płyny. Daje radę.

Załatwiłem sobie skierowanie na kolejne USG jamy brzusznej. Za jakiś miesiąc lub dwa skontrolujemy jak to moje draństwo w woreczku żółciowym się zachowuje.

poniedziałek, 28 grudnia 2020

Wpis #78

Święta za nami. Niestety nie obyło się bez ataku kolki. W pierwszy dzień świąt ból rozpoczął się ok 18:00 i trwał do 2 nad ranem. Obyło się bez szpitala. Na szczęście w domu był zapas medykamentów. I świadomość co i jak, więc poradziłem sobie z sprawą bez wpadania w panikę.

Z pozytywów? Nie przybrałem nic na wadze. Wybrałem się na rower. Tu niestety mnie przewiało.

Postanowiłem do swojego życia wprowadzić tzw. posty. Czyli 18 godzin bez jedzenia na dobę. Mam za sobą już dwa dni i dobrze mi z tym.

środa, 23 grudnia 2020

Wpis #77

 Pogoda totalnie się rozregulowała. Gdzie te czasy kiedy zima  była zimą? Od kilku dni pada deszcz, a słupek rtęci nie spada poniżej 5 stopni na plusie. I jak tu biegać. Chwilowo pozostaje mi tylko dieta. Dieta przed świętami? Czy to ma sens?

wtorek, 22 grudnia 2020

Wpis #76

 Dziś od rana nerwówka. Firma hostingowa na wczorajszy wieczór zaplanowała migrację moich usług na nowszy większy serwer. niestety wszystko się posypało od piątej rano kiedy zdiagnozowałem problem trwa walka o przywrócenie stron internetowych.

poniedziałek, 21 grudnia 2020

Wpis #75

W  domu rozpoczął się czas pod tytułem: Zostaw to na święta. Ciężko wytrwać w diecie. Pobiegałem wczoraj. Marszobieg o dystansie 7,5 km zaliczony. pozwoliło  mi to na mały grzeszek kulinarny.

Dziś już bez sportu. Jedyna aktywność to roznoszenie paczek dla seniorów.

piątek, 18 grudnia 2020

Wpis #74

Piątek, piąteczek, piątunio. Żonka poszła na wigilijkę do pracy. Zostałem z dzieciakami w domu. Walczą z edukacją zdalną. Przed nami najdziwniejszy sylwester w historii. Z godziną policyjną. Polak jednak potrafi i już widzę jak goście się zjawią przed 19 a wyjdą dopiero po 6 rano 1 stycznia.

czwartek, 17 grudnia 2020

Wpis #73

 Ciężki był ten wczorajszy dzień. Totalnie mi się nie chciało. może lepiej o nim zapomnieć. Dziś kolejny dzień walki na budowie u brata.

środa, 16 grudnia 2020

Wpis #72

 Postanowiłem nieco zmienić podejście do ruchu. Bieganie zaczynam bardzo powoli. Przy nauczaniu zdalnym dzieci z ćwiczeniami w domu słabo wychodzi. Nadarzyła się okazja aby pomóc bratu na budowie. zawsze to dodatkowy ruch. Wczoraj walczyliśmy z ocieplaniem dachu wełną szklaną. Jutro  kontynuacja.

wtorek, 15 grudnia 2020

Wpis # 71*

 Czas wrócić do mojej opowieści. Skończyłem ostatnio na wyjeździe do szpitala w celu stawienia się na chirurgii z skierowaniem na pilną operację. Wcięcie woreczka żółciowego na cito.

Dojechałem w końcu na izbę przyjęć. Po drodze z bólu wyłem strasznie. Wyczołgałem się z samochodu i skulony chwiejnym krokiem poczłapałem na SOR. niestety drzwi zamknięte, a na nich kartka Izba przyjęć zamknięta do odwołania. Tyle z mojej pilnej operacji. Wsiadam do samochodu, wracam do domu.

Kiedy żona zobaczyła mnie w drzwiach nie pytając o nic więcej dzwoni po pogotowie. Po krótkiej rozmowie z dyspozytorem ambulans zostaje do mnie wysłany.

Ratownicy pojawiają się kilka chwil później. Szybki wywiad, kroplówka, badania. Ja nadal zwijam się z bólu, który nie ustaję a wręcz narasta.

Zaczynają się telefony ratowniczki po szpitalach. Kto mnie przyjmie w czasach Covidu.

Lekarz dostaje zielone światło od dyspozytora. Zabierają mnie. jedziemy do szpitala, gdzie jak się okazuje mają zamkniętą chirurgię i pod już 3 kroplówką czekam do rana na decyzję czy przyjmą mnie czy nie.

O 6 nad ranem ból zaczyna puszczać. Godzina 8 lekarz stwierdza, że miejsce się nie zwolni i dostaję wypis do domu. I zalecenie. Dieta. To ona mnie ma ocalić. Lekarze nie pomogą.

poniedziałek, 14 grudnia 2020

Wpis #70

Udało się przetrwać weekend pełen pokus. Obiad u mamy to  wielki problem dla mojej wątroby. Na szczęście Mama zrozumiała i nie karmiła mnie na siłę. Waga nie rośnie. Jest dobrze. Teraz tylko wytrwać.

piątek, 11 grudnia 2020

Wpis #69

 Wczoraj pobiegałem. Kuracja octem trwa. Wątroba przestała doskwierać. Od czasu do czasu poczuje lekką dolegliwość w jej okolicach ale to pryszcz w porównaniu z atakiem jaki dopadł mnie już prawie dwa tygodnie temu.

Zaczął mijać strach przed jedzeniem. Muszę się pilnować. Muszę się umówić na teleporadę w celu uzyskania skierowania na kolejne USG.

Warto kontrolować wielkość kamyka w woreczku żółciowym. Dziś waga znowu pokazała mniej.

czwartek, 10 grudnia 2020

Wpis #68

Wczoraj nasza rodzina wzbogaciła się o nowego "członka rodziny". Nazywa się MI lena i będzie u nas sprzątać i myć podłogi. Zobaczymy jak sprawdzi się ten odkurzacz od chińczyków.

Wracając jednak do zdrowia. Nic mnie nie boli (teraz tylko czekać aż zacznie). Waga nadal spada. Dziś 101,7 kg.

środa, 9 grudnia 2020

Wpis #67

Kuracja octem i dieta chyba dają radę. Bóle około wątrobowe ustały. Muszę się jeszcze do tego cholernego ostropestu przekonać i myślę, że będzie dobrze.

wtorek, 8 grudnia 2020

Wpis #66

 Czas odnowy trwa. Wczoraj padło na uzębienie. Górna czwórka poszła na tapetę. Wczoraj przygotowanie gruntu. Za tydzień leczone będą dwa kanały. Następnie odbudowa zęba. Koniec z ubytkami. Muszę zainwestować w swoje zęby bo zaraz by się bez sztucznej szczęki nie obyło.


poniedziałek, 7 grudnia 2020

Wpis #65 *

Witam w poniedziałek. Standardowo weekend bez wpisów. Znowu się działo.
W piątek ogarnąłem zaległości w firmie. Sobota o poranku serwis u klienta. Wieczór już z rodziną na jarmarku świątecznym. Niedziela to wyjazd w góry na Czantorie Wielką w poszukiwaniu śniegu. Droga powrotna to jarmark świąteczny w Cieszynie. Koniec weekendu.

środa, 2 grudnia 2020

Wpis#63

Dojrzałem do opowiedzenia swojej weekendowej historii.

Była niedziela godzina 18:00. Zaczął mi doskwierać ból pod żebrami. Od razu pomyślałem o swojej nieszczęsnej wątrobie i woreczku żółciowym, który skrywa jak się całkiem niedawno okazało niechciany skarb w postaci kamyków nie tyle szlachetnych co średnich rozmiarów.

Przegapiłem sygnały alarmowe. Dołożyłem do swojego sfatygowanego układu pokarmowego kolejne porcję czekolady i ciasta. Wizyta u teściów i mamy zobowiązuje niestety.

O godzinie 22 ból był już tak dotkliwy i widoczny, że moja lepsza połowa bez jakichkolwiek wątpliwości puściła mnie na nocną izbę przyjęć w celu podania zastrzyku ratunkowego.

I tu zaczyna się Bareja.

Z ledwością zajechałem na miejsce. Wytoczyłem się z samochodu. Podchodzę do drzwi. One jednak ani drgną. Dzwonię domofonem. Dość szybko odbiera nieco zaspana Pani. Wysłuchuje co mi jest i każe zadzwonić pod nr telefonu, który powieszony jest na drzwiach.

Zdezorientowany dzwonię. Odbiera o zgrozo ta sama kobieta. Zbiera wywiad ponownie. Ja zwijam się z bólu, a ona każe mi się rozłączyć i czekać na oddzwonienie lekarza.

Lekarz nie oddzwania. Otwierają się jednak drzwi. Zostaje wpuszczony do środka. Minęło pół godziny. Kolejny wywiad tym razem z zaspanym lekarzem. Dostaje zastrzyk z ketonalu i nospy oraz skierowanie na oddział chirurgiczny jeśli mi nie przejdzie do dwóch godzin.

Wracam do domu. Niestety nie przechodzi. Wsiadam do samochodu i jadę do miasta oddalonego o 20 km na oddział chirurgii z myślą, że tam wytną mi ten cholerny woreczek żółciowy i pozbędę się problemu.

Co się stało później napiszę później. Pewnie jutro.

wtorek, 1 grudnia 2020

Wpis #62

Kolejny miesiąc za mną. To był kolejny "ciekawy miesiąc".

Nawet otarłem się o szpital i wycieczkę karetką pogotowia.

O tym jednak napiszę w osobnym wpisie pewnie już jutro. Dziś podsumowanie miesiąca.

No dobra przejdźmy do statystyk:

Waga: 104,8 kg (-1kg)
Kroków w miesiącu: 10675 średnio kroków dziennie
Przebiegniętych km: 19,87 km
średnia ciśnienia w miesiącu: przestałem prowadzić pomiary
BMI 33,4 (-0,3)
Tkanka tłuszczowa: 34,9% (+0,3)
Woda 46,4% (+0,3)
Białko 15,2% (0,0)
Podstawowa przemiana materii 1962 kcal
Tłuszcz trzewny 15
Mięśnie 64,70 kg (-0,2)
Masa kostna 3,40 kg
Wiek ciała 57 lat (-1)
waga idealna 67,90 kg
Sylwetka krępa

Po poprzednim słabym miesiącu w końcu pojawiła się zieleń. Jak widać bieganie i więcej ruchu dziennie pomogło. Muszę się tego trzymać.

Wpis #201

 Dziś powinno pojawić się podsumowanie miesiąca. Nie pojawi się. Nie ma na to czasu, może po majówce. Z kronikarskiego obowiązku wrzucę tylk...