Dziś już tradycyjnie wstałem o 5:30. Ogarnąłem pocztę, poczytałem, poćwiczyłem, wyszedłem się przespacerować się na mrozie (-6 stopni poniżej zera), zrobiłem śniadanie dla rodzinki, sok oraz ciasto z fasoli, a to wszystko w niedzielę przed 11:00.
Teraz cały dzień przede mną.
nie wspomniałem wcześniej ale wróciłem do podciągania się na drążku. Na razie to tylko zwisy i jakieś próby podciągnięcia, ale tym razem nie odpuszczę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz