Wczoraj w końcu udało mi się z żonką pokonać dystans 10 km marszobiegiem. 1 godzina 11 minut. Dramatu myślę nie ma. Zwłaszcza, że moja życiówka z najlepszych czasów to 58 minut na 10 km (ale to już wszystko biegiem kilka lat temu).
Dziś w planach rower, a po nim pakowanie na jutrzejszy wypad pod namioty na 3 dni.
Przede mną ciężki urlopowy czas. Bez wagi kuchennej i łazienkowej. Już się boję ile przybiorę na wakacjach bez zwiększonej dawki ruchu.
Wczorajsze ważenie ukazało na wyświetlaczu 97,95 kg. Nie przyzwyczajam się jednak do tego wyniku za dwa tygodnie pewnie trzeba będzie zaczynać z wyższego pułapu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz