W końcu udało mi się zabrać za ten wpis.
Wakacje się skończyły. Bieszczady pożegnały nas deszczem, co po ponad tygodniu w pełnym słońcu z temperaturą w okolicach 30 stopni było nawet przyjemnym doświadczeniem.
Dzięki codziennym aktywnością (wędrówki górskie - zdobyta m.in. Tarnica, spływ kajakowy Sanem, a nawet bieganie) wspaniała kuchnia Bieszczad nie pozostawiła po sobie zbyt dużego śladu. Tylko jeden nadprogramowy kilogram.
Warto było go zdobyć w tych okolicznościach natury.
Zmotywowany do działania i wypoczęty wracam do dalszego zrzucania masy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz